„Nie odkryjesz nowych lądów, dopóki nie odważysz się stracić brzegu z oczu.”

Ogłoszenia

Sponsorzy 2018

superior industries logo.jpg
lpg2.jpg
ekiert_auto-serwis.jpg

JKN na Facebooku

Pogoda w Nisku

http://www.swiatpogody.pl

JKN na Instagram

Szanty

Jacht Klub Nisko Foto-relacje Rejsy Bornholm - czerwiec 2012

Rejs dokoła Bornholmu 02.06-08.06.2012

Sobota 02.06.2012

Po całonocnej podróży busem dzielnie prowadzonym przez Pawła docieramy bezpiecznie do Świnoujścia. Ponieważ jesteśmy trochę wcześniej niż druga załoga Jacht Klubu Nisko, spokojnie przeprowadzamy uzupełniające zakupy, a jeden załogant przymuszony pechowymi okolicznościami znajduje nawet czas na wizytę u stomatologa. W końcu możemy odebrać jacht o dźwięcznej nazwie „Merlisto”. Ku naszemu zaskoczeniu jest to Bavaria 38 zamiast zamówionej 35-tki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jedna z wyczarterowanych przez nasz klub Bavarii 38 - "Merlisto"

 

Oczywiście nie grymasimy na tę zamianę, upewniwszy się jednak, że cena czarteru nie ulegnie zmianie. Powstaje małe zamieszanie związane z kaucją – przedstawiciel niemieckiego armatora nie chce przyjąć gotówki i prosi o zastaw na karcie kredytowej. Negocjujący z nim Piotrek w przypływie fantazji użycza swojej karty, co będzie potem dla niego przyczyną stresu już do końca rejsu, a jednocześnie pretekstem do żartów całej załogi. Wreszcie ształujemy się, a nasz kapitan Darek P. przeprowadza krótkie lecz intensywne szkolenie na temat obsługi jachtu morskiego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szkolenie załogi "Merlisto"

 

 

Zostajemy podzieleni na trzy wachty: Piotrek z Grześkiem, Darek S. z Pawłem i Gienek ze Staszkiem. Podział ten będzie miał znaczenie jedynie przy przygotowywaniu posiłków, bo do sterowania chętnych raczej nie będzie brakowało. W zasadzie jesteśmy gotowi do wypłynięcia, ale z zaintrygowaniem oglądamy ogromne ilości prowiantu (zwłaszcza napojów żeglarskich), które druga ekipa Jacht Klubu Nisko wnosi na bliźniaczy jacht „Steuer-Oase”. Jacht ten wydaje się mieć wystarczająca wyporność, jednak jego załoga na wszelki wypadek postanawia od razu skonsumować część wspomnianych napojów. Oczywiście, przyjmujemy podobną taktykę, tym bardziej, że na tablicy świetlnej obok kapitanatu widzimy co chwilę ostrzeżenie przed sztormem na południowym Bałtyku. Niedzielny poranek wydaje się wszystkim lepszą pora do wypłynięcia , więc miło spędzamy sobotni wieczór w zacisznym porcie. Kpt.Darek zapowiada jednak wczesne wypłynięcie i kontroluje poziom nasycenia załogantów trunkami żeglarskimi, co ułatwia mu fakt, że cały zapas owych napojów zostaje nieopatrznie umieszczony pod jego koją. Sytuacja ta bez wątpienia pozytywnie wpłynęła na stopień porannej gotowości i rześkości naszej załogi podczas całego rejsu.

Niedziela 03.06.2012

Rano wstajemy więc wypoczęci i rześcy ;) i już około 8.30 wypływamy dwoma jachtami ze Świnoujścia. Nasza niezbyt doświadczona załoga ( w odróżnieniu od ekipy na „Steuer-Oase”) z uwagą słucha wskazówek i objaśnień kpt.Darka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kpt.Darek demonstruje prawidłową pozycję za sterem

 

Wreszcie stawiamy żagle, rozsiadamy się w kokpicie i możemy rozglądnąć się za drugim jachtem. Dostrzegamy go w pewnej odległości płynącego równoległym kursem w kierunku Bornholmu. Ok - wszystko gra, płyniemy razem. Każdy załogant po kolei próbuje swych sił za kołem sterowym. W końcu kpt.Darek, widząc, że dajemy sobie jako tako radę, poleca nieco zrefować foka i schodzi do kącika nawigacyjnego. Ponieważ wieje całkiem przyzwoicie (~ 5 st.B), a jachtem zaczyna kołysać, nie znajduje się nikt chętny do nauki nawigacji pod pokładem. Jedynie Paweł odsypia w dziobowej kajucie noc spędzoną za kierownicą , a choroba morska wydaje się go w ogóle nie imać- w przeciwieństwie do niektórych załogantów. Ogólnie jednak nastroje nie są złe, świeże powietrze pomaga znosić kołysanie, więc koło południa kpt.Darek nie znajdując nikogo do pomocy, osobiście (!) przygotowuje obiad dla całej załogi - czyli zupki błyskawiczne. Zupki wszystkim smakują, niektórym nawet w obie strony :). Nie psuje to jednak nikomu nastroju, a że w międzyczasie na pokładzie pojawia się wreszcie wyspany Paweł, atmosfera nieco się ożywia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pokładowe rozmowy

 

 

Próbujemy np. namówić Staszka N. do uruchomienia w swoim zakładzie produkcji pełnowymiarowych drewnianych Bavarii 38, wykonanych oczywiście tradycyjną metodą dłubanki – z jednego kawałka drzewa. Niestety, nie dane jest nam w pełni cieszyć się tym etapem rejsu. Powodem naszego zmartwienia jest stopniowe oddalanie się od nas drugiego jachtu pod wodzą komandora Staszka. Wiemy, ze tamta załoga posiada nieporównanie większe doświadczenie, ale żeglarska ambicja nie pozwala nam przejść nad tym do porządku dziennego. Płyniemy całkiem szybko (nawet ponad 7 węzłów) , ale „Steuer-Oase” ciągle zwiększa dystans. Wykorzystując fakt, ze kpt.Darek ucina sobie w mesie krótką drzemkę, I oficer Piotrek, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom załogi, zezwala na całkowite rozrefowanie żagli.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W pościgu za "Steuer-Oase"

 

 

Niewiele to jednak pomaga, jachtu Staszka nie udaje się nam dojść. Tempo w jakim płyniemy jest jednak na tyle duże, że jeszcze przed zmrokiem dostrzegamy wybrzeże Bornholmu, a wkrótce potem port w Ronne. Nawet nasz kapitan jest pod wrażeniem- nigdy nie zdarzyło mu się dopłynąć ze Świnoujścia na Bornholm w 11 godzin (stan logu – 85 Mm). Niemniej jest nam głupio, ze przegraliśmy te mini - regaty. Zaczyna się analiza na czyjej wachcie straciliśmy największy dystans i szukanie kozła ofiarnego (pada na Gienka), a kpt.Darek obmyśla jakieś wiarygodne uzasadnienie przed komandorem Staszkiem naszej przegranej. Wreszcie wpływamy do portu szukając załogi jachtu „Steuer-Oase”. Po kolei opływamy wszystkie baseny – nigdzie ich nie ma! Próby nawiązania łączności przez UKF nie przynoszą efektu, za to udaje się nam porozmawiać przez ... telefon komórkowy. I tu wielkie zaskoczenie – jacht Staszka jest daleko za nami! Ścigaliśmy się więc z jakąś inną jednostką- rzeczywiście szybszą od nas. Od razu poczuliśmy się dowartościowani i spokojnie czekamy na kolegów, którzy wpływają do portu już po ciemku.

 

 

 

 

 

 

 

 

Druga załoga JKN przybija do nabrzeża w Ronne

 

 

 

Poniedziałek 4.06.2012

Poranek rozpoczynamy od przechadzki po największym mieście Bornholmu - Ronne. Dużo do zwiedzania nie ma (zamieszkuje tu mniej ludzi niż w Nisku), ale miasteczko sprawia pozytywne wrażenie- jest czyste i schludne. Oprócz nieco bardziej nowoczesnego głównego placu, miejscowość składa się z niskich, zadbanych domków, położonych przy wąskich , krętych uliczkach. Jak się później okaże, podobnie wyglądają inne miasta Bornholmu. Jeszcze przed południem ruszamy w kolejny etap rejsu. Płynąc wzdłuż brzegu z zaciekawieniem oglądamy załadowaną pogłębiarkę, której pokład niemal znika pod poziomem morza.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

"Podwodna" pogłębiarka

 

 

Opływamy północno-zachodni kraniec wyspy z latarnią Hammerodde i kierujemy się do Alligne. Cumujemy w niewielkim porcie i po krótkim odpoczynku ruszamy na zwiedzanie miasteczka. Wkrótce przypływa jacht z drugą załogą i cumuje do burty naszego, co oczywiście powoduje szybsze bicie serca u Piotrka drżącego o „swoją” kaucję. Wspólne popołudniowe spacery po mieście kończymy w nadbrzeżnej wędzarni, w której za określoną cenę można do woli kosztować owoców morza. Niektórzy klubowicze korzystają z tego skwapliwie, co wzbudza pewne zaskoczenie wśród personelu. Pojawiają się przypuszczenia, że za chwilę wyruszy w morze kuter rybacki, w celu uzupełnienia szybko pochłanianych zapasów restauracyjki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Konsumpcja owoców morza

 

 

W końcu najedzeni wracamy na jachty, aby zasiąść do … konsumpcji zakupionych przez „Merlistowiczów” śledzi. Jedynie Paweł, jak co wieczór, przebiega sporą porcję kilometrów po okolicy, wzbudzając popłoch wśród miejscowej psiarni, przez co zostaje nawet lekko nadgryziony.

Wieczór spędzamy najpierw biesiadując wspólnie, a później w podgrupach przypisanych do jachtów. W pewnym momencie zaskakuje nas ekipa „Steuer-Oase”, która znajdując pretekst pod postacią imienin swojego kapitana, śpiewa „Sto lat” w niemieckiej wersji językowej, co zapewne daje mocno do myślenia mieszkańcom Alligne.

Wtorek 5.06.2012

Kolejny poranek, więc znowu rześcy i wypoczęci :) wyruszamy na wschód w stronę malutkiej wyspy Christianso. Po około 4 godzinach wpływamy do przystani pełnej innych jachtów i cumujemy do burty „Scombera” – Bavarii 46 ze stalowowolską załogą, uzupełnioną dwoma członkiniami naszego Jacht Klubu- Renata i Olą. Niestety, nie mamy zbyt wiele czasu na zwiedzanie, a wyspa , choć nieduża (zamieszkana na stałe przez około 100 mieszkańców) zachęca do spacerów wśród ciekawej zabudowy i roślinności. Oprócz górujących nad wysepką murów dawnej twierdzy, udaje nam się oglądnąć m.in. skromny kościółek i jeszcze bardziej skromne boisko piłkarskie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zwiedzamy Christianso

 

Po około godzinie odpływamy w stronę Bornholmu obawiając się zapowiadanego wzrostu siły wiatru. Tym razem kierujemy się na Svaneke, które łatwo wypatrzyć dzięki charakterystycznej latarni z czerwonej cegły. Wiatr rzeczywiście zaczyna dmuchać nieco mocniej i już po około 2 godzinach wpływamy do portu. Miejsca w środku nie ma zbyt wiele, w dodatku na brzegu rozsiedli się liczni gapie czyhający na jakiekolwiek błędy żeglarzy. Kapitan Darek jednak efektownie manewrując sprawnie wpasowuje jacht w wąską lukę przy nabrzeżu, czym zyskuje w naszych osobach oddanych fanów . Wyluzowani , popijając piwko, obserwujemy po chwili niemniej udane podejście ekipy Staszka. Popołudnie mija na spacerach po kolorowym, urokliwym Svaneke, oraz na leniwym wypoczynku w promieniach przyjemnie ogrzewającego nas słońca.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Malownicze Svaneke

 

 

Środa 6.06.2012

Atrakcją środowego poranka są manewry w ciasnym porcie prawie 19-metrowej „Zjawy IV”, które obserwuje liczne grono żeglarzy, a także mieszkańcy Svaneke. Przed godziną dziewiątą również my wypływamy w dalszą drogę. Tym razem oba jachty trzymają się blisko siebie, co wykorzystujemy do robienia sobie nawzajem wielu zdjęć pod żaglami.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obserwacja manewrów "Zjawy IV"

 

 

Gdy słońce wychodzi zza chmur i robi się cieplej, kpt.Darek wpada na świetny pomysł przebrania się wszystkich w krótkie spodenki i klubowe koszulki. Siadamy w takich strojach na jednej burcie, opuszczamy nogi za relingi, chwytamy w ręce puszki z piwem i w taki sposób prezentujemy się przed załogą „Steuer-Oase”. Zostajemy przez nich obfotografowani, a wkrótce rewanżujemy się tym samym, ponieważ pomysł Darka okazał się zaraźliwy. Co więcej – załoganci „Steuer-Oase” poszli o krok dalej, zrzucając również koszulki i dumnie prezentując nagie torsy. Obawiając się by sprawy nie poszły za daleko, na tym etapie kończymy sesję zdjęciową.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sesja fotograficzna

 

Tym razem mamy bardzo krótki etap do przepłynięcia – zaledwie kilkanaście Mm do portu w Nexo. Wykorzystujemy więc tę okazję do doskonalenia naszych umiejętności manewrowania jachtem morskim na żaglach. Dużo do myślenia daje nam próba „podejścia do człowieka” (czyli do wyrzuconej za burtę butelki napełnionej w części wodą). Mimo bardzo spokojnego morza, słabego wiatru, doskonałej widoczności i nieprzeciętnej sprawności załogi :) mieliśmy pewne problemy z wyłowieniem dryfującej butelki. Jak by to wyglądało gdyby za burtą rzeczywiście był człowiek, siła wiatru wynosiłaby np. 7 st.B, a fale skutecznie zasłaniałaby nieszczęśnika?

Wreszcie podejmujemy decyzję o wpłynięciu do portu w Nexo, ale zdziwieni zauważamy, że druga załoga nadal krąży po morzu. Podejrzewamy nawet, że rolę „człowieka za burtą” pełni u nich butelka z niedopitą whisky – stąd ten upór w wyłowieniu „tonącego”. W końcu i oni przypływają po gruntownym przećwiczeniu chyba wszystkich możliwych manewrów. Tymczasem po obiedzie, część naszej ekipy (Piotrek, Grzesiek, Staszek i Gienek) postanawia zwiedzić inne fragmenty Bornholmu. Wypożyczamy więc rowery i ruszamy wzdłuż wschodniego , a następnie południowego krańca wyspy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Żeglarze na rowerach

 

 

Po przejechaniu kilkunastu km chwilę odpoczywamy na niesamowicie szerokiej (i pustej o tej porze roku) piaszczystej plaży w pobliżu latarni Dueodde, a potem wracamy przez wnętrze wyspy (m.in. przez miasteczko Pedersker). Rolniczy charakter wyspy nie ulega wątpliwości. Wokoło widać dużo zieleni, sporych farm i pól uprawnych ( jest nawet pole golfowe). Oczywiście nie ma zakładów przemysłowych, widać jedynie duże elewatory , a także nowoczesne wiatraki. Po przejechaniu ponad 30 km docieramy z powrotem do Nexo. Staszek tuż przed celem podróży „łapie gumę”- na szczęście udaje mu się dojechać do wypożyczalni rowerów.

Wieczór upływa nam bardzo wesoło – biesiadujemy wspólnie z drugą załogą, a nawet chwilami dołączają do nas żeglarze ze „Scombera”. Wykańczamy stopniowo zapasy żeglarskich napojów, kartkujemy śpiewniki w poszukiwaniu jeszcze nieodśpiewanych szant i pstrykamy mnóstwo pamiątkowych fotografii. Warto dodać, że dzięki trzem śpiewającym gitarzystom z załogi „Merlisto”: dwóm Darkom i Gienkowi wyśpiewywany repertuar robił spore wrażenie – zwłaszcza zaś popisowa szanta Darka S. o „grupie rezerwy co szła do cywila” :) . Nexo zapewne długo nie zapomni naszej wizyty...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szantowanie w Nexo

 

 

Czwartek 7.06.2012

Czas pożegnać Bornholm. Cel osiągnięty – dokonaliśmy praktycznie pełnego opłynięcia wyspy, odwiedziliśmy też Christianso. Mamy pewien zapas czasu i rozważamy nawet odwiedzenie jakiegoś niemieckiego portu, ale ze względu na słabnięcie siły wiatru decydujemy się płynąć wprost do Świnoujścia. Zapowiada się o wiele dłuższy czasowo etap, więc bez wątpienia będziemy płynąć również w nocy, co stanowi dla nas kolejną atrakcję rejsu. Wypływamy około 8.30.

Wkrótce znika za rufą Bornholm i powoli płyniemy w kierunku południowym rzadko spotykając inne statki. Jedynym urozmaiceniem są posiłki, a także bardzo malowniczy zachód słońca.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zachód słońca i "Steuer-Oase"

 

Wkrótce robi się ciemno i jedyne co widzimy, to światło burtowe jachtu „Steuer-Oase”. Większość załogi idzie spać, na pokładzie zostaje wachta dyżurna, czyli Piotrek i Grzesiek. Nad ranem zaczyna robić się ciekawiej. Najpierw pojawiają się pojedyncze błyski latarni polskiego wybrzeża, potem zauważamy coraz więcej innych świateł. W końcu zaczynamy odróżniać pławy podejściowe świnoujskiego toru wodnego, światła statków stojących na redzie, a także zarysy budowli portowych i miejskich. Ster przejmuje kpt.Darek i pewnie prowadzi jacht wśród mnóstwa kolorowych światełek, które podobno mają ułatwiać manewrowanie w porcie nocną porą :).

Około czwartej nad ranem przybijamy cichutko do śpiącej mariny w Świnoujsciu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wpływamy do Świnoujścia

 

 

Piątek 8.06.2012

Po bardzo krótkim śnie budzimy się ze świadomością, że to już koniec rejsu. Można pokusić się więc o jego krótkie podsumowanie. Nasza załoga , mimo braku morskiego doświadczenia, pod wodzą kpt.Darka okazała się całkiem sprawna i zgrana. Szczególnie podczas manewrów odejścia i podejścia do nabrzeża staraliśmy się zachować styl zaproponowany nam przez Darka, tzn. wszystkie czynności wykonywać z angielską flegmą, w ciszy i z obojętną miną, bez nerwowych pokrzykiwań i mocnych słów, tak aby ewentualni obserwatorzy (których w marinach nie brakuje) przekonani byli o naszym olbrzymim doświadczeniu zdobytym na wielu akwenach świata :).

Mimo sporych różnic charakterów, mimo tego, że ten i ów wydawał przez sen odgłosy przypominające sygnały mgłowe lub starego diesla, mimo, że np. Piotrek ciągle marudził o założonej kaucji za jacht, Gienek w każdej dyskusji zachowywał „zdanie odrębne”, Paweł wyjadł prawie cały jachtowy zapas kiślu, a kapitan spał na zapasach alkoholu (to tylko przykłady trudnych sytuacji)– w trakcie rejsu nie doszło do żadnych konfliktów. Warto podkreślić, że oprócz załogi, dopisała również pogoda. Bez wątpienia rejs można zaliczyć do udanych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pożegnalne zdjęcie

 

 

(wersja zdarzeń wg Piotrka B. z załogi "Merlisto")

"Get the Flash Player" "to see this gallery."