„Nie odkryjesz nowych lądów, dopóki nie odważysz się stracić brzegu z oczu.”

Sponsorzy 2018

gmina i powiat.jpg
powiatnisko.jpg
bakeplus.jpg
slovrur.jpg

JKN na Facebooku

Pogoda w Nisku

http://www.swiatpogody.pl

JKN na Instagram

Szanty

Jacht Klub Nisko Foto-relacje Rejsy Rejs wokół Rugii - czerwiec 2011

„Wiatr zamiast ścian, niebo zamiast dachu…”, czyli 7 dni na morzu

Na jednym z kwietniowych warsztatów nawigacyjnych wyłoniła się propozycja zorganizowania klubowego rejsu na Bałtyk. Do czerwca zebrały się trzy pełne załogi wraz ze skipperami:

- komandor klubu Staszek i pięciu załogantów: Rysiek, Janek, Artur, Leszek, Łukasz na jachcie Catalina 28 o wdzięcznej nazwie „Solitude",

- kpt. Darek i czworo załogantów: Marek, Rafał, Ola, Patryk na jachcie Carter 30 o zagadkowo brzmiącej nazwie „Aumakua"

- kpt. Bogdan i pięcioro załogantów: Ula, Edyta, Iwona, Waldek i Szymon - 12-to letni, najmłodszy członek załogi jachtu "Libis"

18 czerwca 2011r. załogi docierają do Stepnicy, Nowego Warpna i Wolina. Ze względu na różne miejscowości czarteru żaglówek wyruszaliśmy z różnych portów a miejscem spotkania było Nowe Warpno. Niestety niekorzystny wiatr i sztorm na Zalewie Szczecińskim uniemożliwiły przybycie na miejsce zbiorki załodze jachtu Libis.

Wspólny rejs „Solitude” i „Aumakuy” zaczął się od dobrej zabawy w Nowym Warpnie, gdzie właśnie odbywało się uroczyste otwarcie "Alei Żeglarzy" upamiętniającej sylwetki m.in. dwóch żeglarzy: Krzysztofa Baranowskiego i Andrzeja Mendygrała. Tu również uparcie pozyskiwaliśmy względy Neptuna.

Czas wyruszyć w kierunku cieśniny Peenestrom, o której mówi się, że stanowi wyzwanie dla żeglarzy głównie pod względem licznych mielizn. Przekonamy się... Ze względu, że był to pierwszy dzień wspólnego żeglowania mniej doświadczeni załoganci nie znali istoty punktualnego wyjścia z portu (długa pobudka, jajecznica, gary, kąpiel...). Tak więc już przed pierwszym zwodzonym mostem "Zecheriner Klappbrucke" załogi zmuszone były do trzygodzinnego oczekiwania na otwarcie mostu. Nasze spóźnienie wynika również z walki z niekorzystnym wiatrem zachodnim i ciężką halsówką na Sttetiner Haff, o której może świadczyć liczba zgubionych odbijaczy. Kotwice zrzucone w pobliskiej zatoczce, żagle sklarowane, wachta wyznaczona... „może byśmy coś przekąsili?". Na deser przypływa do nas niemiecka służba mundurowa domagając się wywieszenia banderki podsalingowej i czarnej kuli (statek na kotwicy), która pod presją chwili odnajduje się na łódce. Załoga „Aumakuy" po wyjściu do kokpitu zauważa zmianę okolicy, w której kotwiczyli. Kotwica polskiego jachtu nie chce się trzymać niemieckiego dna. Mając szczęście uniknięcia mielizn oba jachty wyruszają, gdy tylko wstrzymano ruch na moście.W strugach ulewnego deszczu dobijamy do brzegu w Wolgast, gdzie podejmujemy rutynowe czynności portowe.

No i problem!! Zaczyna się walka dziewięciu Polaków z jedną skrzynką z prądem. Polacy zacięcie czytają instrukcję, wciskają guziki i zamieniają wtyczki. Znalazł się nawet miernik prądu.  Sypią się kolejne euro, a ona nie wydusza nawet ampera...Powoli zaczyna kiełkować idea międzynarodowego spisku, kiedy próba podłączenia się do skrzynki obok rozwiązuje wszystkie problemy.

Załoga jachtu „Aumakua” zawsze mogła się szczycić pysznymi i naprawdę WIELKIMI posiłkami, w przeciwieństwie do „prozaicznego jedzenia" załogi „Solitude", jak to zwykł określać załogant Marek- wielki smakosz żurku (proszę o zweryfikowanie tej tezy na zdjęciach poniżej przyp. JJ). Tak więc w miłej atmosferze blasku świec starzy (może lepiej doświadczeni) żeglarze wspominają swoje przeżycia na morzach. Z czasem spokój niemieckiego portu zmąciły polskie szanty (ku szczęściu mieszkańców wykonanie sześciu basów nie było tak tragiczne, tylko dlaczego do 5 rano?!).

Rankiem następnego dnia, po zwiedzeniu niemieckiego miasteczka wyruszamy w dalszą drogę - do ujścia kanału na wielką wodę "Greifswalder  Bodden", gdzie czeka nas port żaglowy - Marina Kröslin. Jest to nowoczesna przystań ze wszelkimi wygodami, o jakich może sobie pomarzyć wyczerpany żeglarz. Tak więc pijemy lokalne piwo w portowej tawernie, niemalże jak „biali ludzie". Spacer po miasteczku?? Parę domów na krzyż i zero ludzi.W chwilach wolnych Rafał z Patrykiem próbują wędkować. Jednakże nic nie bierze i plany o świeżej rybce najpierw na obiad, a później na kolację legły w gruzach. Po kilku nieudanych próbach wędkarskich zasilili Bałtyk wiadrem solonych śledzi. W godzinach wieczornych zbliżamy się do celu – Stralsund. Krótki pobyt w Stralsundzie, malowniczo położonym porcie żeglarskim, tuż u brzegów Rugii pozostawia w nas miłe wspomnienia. Duże wrażenie robi na nas Starówka wpisana na listę UNESCO oraz imponujące gotyckie kościoły i wiele odświeżonych kamienic. Fantastycznie prezentuje się nowoczesne Oceanarium wykonane ze szkła i metalu wkomponowane w starą, ale zrewitalizowaną część Bulwaru nad Cieśniną Stralsund, nieopodal mariny. Odczuwamy jednak pewną niedogodność jaką jest brak sklepów. Najbliższy hipermarket znajduje się poza miastem i jest oddalony od mariny około 8 km, ale dla chcącego nie ma nic trudnego! Połączone siły załóg spragnionych lądu pieszo docierają do sklepu.

Stralsund żegnamy wcześnie oglądając wschód słońca już na wodzie. Z morza podziwiamy wspaniałe klify i mocno zróżnicowaną linię brzegową. Późnym popołudniem dostrzegamy zabudowania na klifie, a następnie główki falochronu. Płynąc z Schaprode wokół północnego cypla Rugii trudno nie zauważyć przylądka Arkona i jego majestatycznych skał kredowych. Piękne widoki zapierające dech w piersiach. Płynąc dalej na południe wzdłuż wybrzeża wschodniego Rugii mijamy długie piaszczyste plaże. W tym momencie łódki zmieniają kursy, a męska część załóg chwyta za lornetki i wszelki możliwy sprzęt żeby znaleźć tę najciekawszą część plażowiczów(ek). Po ok. 31 Mm docieramy w końcu do celu tj. do portowego miasteczka Sassnitz.

Wysokie nabrzeże, ogromny ruch promów, statków wycieczkowych i wszelkiej maści środków komunikacji wodnej kumulują ogromny hałas i zgiełk - to wrażenia nie z naszej bajki. Kolejny nocleg w niemieckim porcie. Tym razem nie ma problemu ze skrzynką z prądem. Zaś w łazienkach czeka Helga, która umożliwia mycie się tylko przez dwie godziny w ciągu doby. Są tacy, co się spóźnili i zmuszeni byli do „kąpieli" w umywalce z zimną wodą.Radio zapowiadało pogorszenie pogody na następny dzień.

W nocy północny wiatr dochodził do 8 Bº. Wtedy właśnie dopływa do nas trzeci jacht dowodzony przez kpt. Bogdana . Mocny wiatr oraz awaria silnika, który pracuje tylko na najwyższych obrotach utrudnia wejście do portu. W tak trudnych warunkach pogodowo-nocnych kpt. Bogdan i jego załoga wykazali się wielkim kunsztem sztuki żeglarskiej Zgodnie z prognozami rano wieje mocny wiatr.

Wczesnym popołudniem, przy silnym wietrze ze zrefowanymi żaglami płyniemy do  Świnoujścia. Tradycyjnie dopada nas na morzu ulewa, „dzień jak co dzień". Z niecierpliwością wypatrujemy świateł wejściowych do portu. Jak zwykle Rysiu wzmocniwszy swoje „sokole oko" nowymi szkiełkami widzi wszystko przed innymi. Mimo ulewy nabieżnik portu w postaci zabytkowych wiatraków jest wyraźnie widoczny.

W Świnoujściu następuje miła integracja trzech załóg. Wymieniamy wrażenia, których przybywało wraz z ilością wypijanego piwa. Po północy na kolację nasz Mistrz Gastronomii -Lesiu przyrządza nam wspaniałą rybę zakupioną jeszcze w Sassnitz. Wszyscy do dnia dzisiejszego wspominają smak tej rybki.

W Świnoujściu każda z załóg obiera kurs do macierzystych portów, gdzie mieliśmy zdać jachty. W okolicy Trzebieży jacht „Solitude" dopada niesamowita ulewa, która ogranicza widoczność do 20 metrów. Na szczęście załoga Cataliny nie obawiała się deszczu, gdyż większość załogi testowała nowo zakupione sztormiaki. Wątpliwą atrakcją całego rejsu załogi jachtu „Aumakua” była kuchenka spirytusowa, która wytwarzała więcej sadzy niż dawała ciepła. Gotowanie ziemniaków dla całej załogi zajmowało ponad dwie godziny, a zagotowanie szklanki wody zamieniało błyszczący czajnik w iście czarną skorupę. Sadza z kuchenki była wszędzie, i to w dużych ilościach. Stąd wzięło się powiedzenie kpt. Darka „łódka dla białych ludzi”.

Spośród trzech załóg dwóm udało się w ciągu siedmiu dni dokonać pełnego opłynięcia Rugii. Przepłynęliśmy około 240 mil morskich, w trakcie których odwiedziliśmy urocze porciki i miasteczka. Dla większości załogantów był to pierwszy morski rejs. Z pewnością  dzięki  cierpliwości i wyrozumiałości kapitanów oraz niezapomnianej żeglarskiej atmosferze dla nikogo nie będzie to ostatnia podróż po słonych wodach.

Podczas różnych spotkań (w szczególności przy podsumowaniu sezonu) dużo dyskutujemy o tym, w jak ciężkich warunkach przyszło nam żeglować. Być może proponowana alternatywna skala Beauforta ujednolici i uprości określanie siły wiatru (z dużym pożytkiem dla morskich opowieści).

0 cisza - żagle zwisają swobodnie, ster radzi sobie sam.

1 słaby powiew - żagle zaczynają lekko ciągnąć. Jeżeli poluzujemy wszystkie szoty, ster w dalszym ciągu da sobie sam radę,

2 słaby wiatr - żagle żywo łopoczą i łódka dryfuje bokiem na zawietrzną. Szoty trzeba niestety wybrać i złapać za ster. Wypełnianie się żagli powoduje przechył łódki, tak więc skrzynkę z piwem należy schować do kokpitu,

3 łagodny wiatr - piwo nie chce już stać samodzielnie, należy je podeprzeć lub trzymać w ręku,

4 umiarkowany wiatr - puste butelki taczają się w kokpicie, należy je zablokować na jednej z burt,

5 świeży wiatr - wszystkie piwa chłodzone za burtą należy wybrać na pokład.

6 silny wiatr - nikt nie powinien być odpowiedzialny za więcej niż jedno piwo (jednocześnie),

7 bardzo silny wiatr - skrzynka z piwem nabiera tendencji do skakania po kokpicie. Należy oddelegować osobnika do siedzenia na niej,

8 gwałtowny wiatr, sztorm - w dalszym ciągu butelkę może otworzyć pojedyncza osoba. Pojawiają się trudności z trafieniem butelka do ust,

9 wichura, silny sztorm - butelkę należy trzymać obiema rękami. Tylko wyćwiczone osobniki potrafią samodzielnie zdjąć kapsel,

10 silna wichura, bardzo silny sztorm- do odkapslowania potrzebne są dwie osoby. Ciężko trafić butelką do ust. Przypadki wybijania pojedynczych zębów,

11 gwałtowna wichura, gwałtowny sztorm - piwo ma tendencję do wypieniania się z butelki. Bardzo trudno pić ze względu na łopotanie warg i zębów,

12 huragan - wszystkie otwarte butelki wypieniają się. Picie niemożliwe. Zakaz otwierania butelek (tymczasowy).

*Według książki Jespera Asmussena „Żeglarskie pieśni i historie fantastyczne”

** Wspomnienia spisała uczestniczka Ola P. przy dużym wsparciu załoganta Artura P.

 

"Get the Flash Player" "to see this gallery."